Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Homilia – Odpust M.B. Pocieszenia – 30-lecie kapłaństwa – Gwizdów – 26.08.2012

 

Oto wybieram numer telefonu i niecierpliwie czekam na połączenie. A to co? Otrzymuję na wyświetlaczu napis albo informuje mnie jednostajny głos: „fałszywe połączenie". Taka sytuacja zdarza się nie tylko podczas najzwyklejszego telefonowania i wywołuje ona u mnie pewne zaskoczenie a nawet zdziwienie. Pytam się: jak to, dlaczego? Czy wybrałem zły numer? Oczywiście, iż właściwe, dobre połączenia w życiu codziennym, spotykamy o wiele częściej niż te nieudane, ale tej prawdy nawet nie zauważamy i nad nią się nie zastanawiamy.

 

Jak wygląda moja gotowość do tego, by zawsze podejmować i rozwijać to, co mnie z drugą osobą łączy, aby to był właściwy związek, odpowiednia relacja? A co robię, gdy przekonuje się, iż właśnie to połączenie z kimś drugim jest fałszywe, nie buduje naszego wzajemnego dobrego związku: sąsiedzkiego, koleżeńskiego, przyjacielskiego, małżeńskiego czy zawodowego?

To jest bardzo bolesne, gdy na sobie doświadczam ogromnego rozczarowania, z tego powodu, że znowu rozminąłem się z kimś lub z czymś w życiu. Moje szczęście przeszło obok, podjąłem w osobistych decyzjach jakieś fałszywe połączenie. To splot niesprzyjających dla mnie okoliczności i wszystko, czy też tak wiele, w podsumowaniu mego życia przepadło, straciłem bezpowrotnie dane mi szanse.

Gdy dzisiaj jako Boże dzieci i duchowi synowie Maryi, którą w tej świątyni zwiemy w to odpustowe świętowanie Matką Pocieszenia, w 26 dzień sierpnia, związany osobliwie także z obliczem Częstochowskiej Pani, wpatrujemy się w tyle doświadczanych na co dzień ludzkich rozczarowań, tych symbolicznych fałszywych połączeń, to myślimy, że to jest jakiś tragiczny żart historii.

Bo w Polsce miało być tak idealnie, uwierzyłem obietnicom, że mój kraj, to będzie nowa Japonia, druga Szwajcaria albo jakaś Zielona Wyspa. A oto konkrety: stoimy obdarci i wyzuci ze wszystkiego, bez pracy, bez przedszkola i szkoły. Ale najpierw bez dzieci, bez pragnienia życia, bez tradycji i przywiązania do Ojczyzny, bez przyszłości i nadziei. Czuję się publiczne wyśmiewany w mediach i w internecie, za moją katolicką wiarę oraz upodlony za noszenie krzyża na piersiach.

Nie mogę uwierzyć w to, że ktoś, nas Polaków i katolików, w tej cudownej Europie, fałszywie połączył. To nie tak miało być, nie o tym żeśmy marzyli, przecież modliliśmy się o całkiem coś innego. Nasza Gwizdowska Matko Pocieszenia i Jasnogórska Pani, o twarzy jak polska ziemia czarnej, Matko o twarzy jak polska ziemia znaczonej bliznami. Do serca Twego nas wszystkich, jak Syna Twego przygarnij, nas którzy jesteśmy zagubieni i nie umiemy się odnaleźć w tym obecnym świecie.

Dlaczego w tej polskiej historii, tak ciągle nam nie wychodzi. Wybieramy fałszywy kierunek, niewłaściwe połączenie i idziemy złą drogą, która sprzeciwia się Bożym przykazaniom i sprzeniewierza się Jego woli. Matko Pocieszenia, pomóż nam się odnaleźć, rozeznać to, co błędne w dokonywanych życiowych wyborach, gdyż one nie dają nam szczęścia. Może te decyzje, nasycają nasze ludzkie pragnienie by mieć, ale jakże często wówczas ginie w nas tęsknota za tym by być: świętym, dobrym, uczciwym, prawdomównym, wiernym, sprawiedliwym i miłosiernym.

Maryjo, wszyscy, którzy stają na ślubnym kobiercu w tym kościele, a potem przed Twym wizerunkiem składają małą wiązankę kwiatów, są przekonani, iż właśnie ta osoba, to połączenie ich miłości i życiowej drogi jest najlepsze, najpiękniejsze, jedyne. Gdyby ktoś wówczas odważył się głośno powiedzieć, że to fałszywa decyzja, to musiałby się liczyć z poważnymi konsekwencjami. A zapytać tych samych małżonków, nawet po krótkim czasie od ich ślubu, to w ilu przypadkach się okazuje, że tamta przysięga, ich wzajemne połączenie „biorę ciebie za męża, za żonę i ślubuję ci", było czymś dla nich najtragiczniejszym.

Przecież każda matka, a po tym czym karmią nas współcześnie polskie media, trzeba dopowiedzieć, matka, która żyje zasadami chrześcijańskiego macierzyństwa, ta co prawdziwie kocha swoje dziecko, od naturalnego poczęcia aż do zwykłej śmierci, ona dla swego życiowego skarbu, ale i dla wszystkich dzieci, chce tylko dobra. Dlatego też Boża Matka, w pocieszeniu jakiego wam w tej parafii nie skąpi, podpowiada swym córkom i synom, co macie robić, jaki obrać kierunek, aby dotrzeć do celu.

Boża Pocieszycielka w momentach smutku i zwątpienia, podsuwa nam

najważniejsze dla naszego życia twarze i osoby, których podstawową właściwością jest zatroskanie o poprawny kierunek naszego życia, o to dobre i owocne nasze połączenie z Bogiem, z ludźmi i samym sobą.

Kto to jest? To przede wszystkim są rodzice: ojciec i matka, którzy mnie kochają i mają zawsze dla mnie czas. To rodzeństwo, nauczyciele i wychowawcy z powołania. To kapłan: proboszcz, katecheta czy spowiednik. To przyjaciel, osoba uczciwa, sumienna, słowna, kochająca Boga i Ojczyznę.

Nasza Patronka z tego wizerunku, pyta się mnie teraz. Czy mam dobrą łączność z własną rodziną, z najbliższymi, a może w tych tak istotnych relacjach, ciągle się pojawia jakiś ostrzegawczy sygnał: „fałszywe połączenie", albo nawet znaki uświadamiające nam, brak jakiejkolwiek łączności? A jak wygląda to w odniesieniu do samego Boga, w relacji do mojej parafii? Czy ta łączność jest poprawna, właściwa, a może coś jej przeszkadza, obciąża ją, raczej staje się powodem do smutku, niż do pociechy?

Warto zapytać o moje powiązanie z innymi, czy traktuje je jedynie jako przykry obowiązek, np. sąsiedzki, konieczność w pracy, przypadek w wyborze klasy, szkoły, przymus społeczny, los jaki mi wyznacza moje narodzenie i zamieszkiwanie właśnie w tym miejscu i pośród takich ludzi? Jednoczy nas wspólna historia, doświadczenie, język, wiara, tradycja, Ojczyzna, rodzinny i małżeński dom? Jaka jest autentyczna moc podtrzymująca owo połączenie? Czy to jest miłość? Taka, która pozostaje wierna do końca, wszystko przetrzyma? Miłość trwająca nawet wówczas, gdy wszelkie inne połączenia życiowe, gdzieś się poprzerywały?

Pośród liczby osób, których zadaniem, swoistą misją a nawet powołaniem jest troska o właściwe te najważniejsze połączenia w ludzkim życiu pojawia się postać kapłana, naszego księdza. On jawi się jako sługa właściwego wiązania, jako pasterz powierzonej mu owczarni. Winien się starać o naprawianie przede wszystkim tych złych, niewłaściwych duchowych połączeń, jakie zachodzą między zagubionym człowiekiem a szukającym go Bogiem oraz ma zabiegać o umacnianie relacji właściwych, wzmacniających świętość poszczególnych wiernych.

I tu dotykamy osobliwego cierpienia każdego powołanego, proboszcza, katechety, duszpasterza, kapelana, spowiednika, duchowego doradcy, w jakimś sensie także i kleryka słyszącego głos Bożego wezwania, którzy pomagając innym, widzą, że w życiu tych osób niemal wszystko się pozrywało, poplątało, tragicznie zaguźlało. Dotykają tych duchowych a czasem i fizycznie namacalnych, fałszywych przeróżnych połączeń z życia człowieka. Sami boleją, gdy widzą, iż to, co miało ludzi łączyć, budować, jednoczyć, zaczyna osoby, rodziny, sąsiadów, wioskę, społeczność a nawet cały naród dzielić. To jest trudny do wyrażenia krzyż kapłana walczącego o ludzką duszę dla Boga.

Sam Pan Jezus przeżywał chwile rozczarowań, gdy słuchający Go i nawet Jego uczniowie, wyrażali swoje zdziwienie, stwierdzając, iż spodziewali się czegoś innego w

Jego postawie, czy decyzji. U początku Jego nauczania, gdy działy się różne uzdrowienia, to entuzjazm osób idących za Nim, wydawał się taki obiecujący. Jego słowa poruszały serca i mobilizowały do konkretnych czynów. Byli wpatrzeni w Mistrza i gotowi całkowicie pójść za Nim. Ale gdy zaczął od nich wymagać odwołując się do potrzeby zawierzenia Bogu, zaczęli się buntować i wyrażać swoje rozgoryczenie. Entuzjazm się skończył.

Drogi Jubilacie Księże Kazimierzu, pasterzu tej wspólnoty parafialnej w Gwizdowie, w 30 lecie twego kapłańskiego posługiwania, zauważ, że właśnie takie bywają poczatkowe lata duszpasterzowania każdego powołanego. A potem przychodzi pierwsze zdziwienie, zachwyt gdzieś znika, pojawia się szara codzienność, zmęczenie, czasem zdenerwowanie. Niezadowolenie, pretensje i żal tych, którym starasz się wskazywać właściwe życiowe połączenia. Podpowiadasz im pocieszenie, nie to płynące tylko z ludzkiej mądrości ale takie maryjne, które tutaj szepce ci do ucha, Patrona Gwizdowskiej parafii.

Nie łudź się, że ciebie nie dotknie rozczarowanie i ból, z powodu decyzji osób, którym chcesz pomóc, ale one nie mają zamiaru przyjąć Jezusowego pouczenia. Sprzeciwiają się Bożemu miłosierdziu i odrzucają to, co ich łączy z kochającym Ojcem oraz zatroskanym o ich zbawienie Chrystusowym Kościołem. Pan Jezus też wypowiada swoje rozczarowanie, wobec słów Jego uczniów „trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?" (J 6, 60). Nauczyciel dostrzega to i nie lęka się wyraźnie powiedzieć, czy „to was gorszy?" (J 60, 61).

W Bożych sprawach trzeba być zdecydowanym, dlatego Księże Kazimierzu, perłowy Jubilacie, jak podpowiada św. Paweł, bądź mężny, głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością" (2 Tm 4, 2).

Ale jest jeszcze coś bardzo istotnego w nauczaniu usłyszanej przed chwilą Ewangelii. Nawet gdy uczniowie nie bardzo rozumieją Pana Jezusa, to On, ich nie odpycha od siebie, nie porzuca, nie wymienia tych rozgoryczonych na nowych, zachwyconych Jego słowem i działaniem. Gdyż taka jest miłość. Ona się nie obraża, nawet cierpiąc upokorzenie, nie zamyka się w sobie. Z głębokości serca, zakotwiczona w samym Bogu, szuka właściwego połączenia z rozżalonym człowiekiem. Dlatego Pan Jezus może powiedzieć do Ojca w niebie: „Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś" (J 18, 9), „zachowałem ich w Twoim imieniu" (J 17, 12) i „nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca" (J 10, 29b).

Właśnie takie, niech będzie nasze wspólne życzenie dla ciebie Księże Proboszczu Kazimierzu. Abyś jako dobry pasterz, za swym Mistrzem Jezusem Chrystusem, który cię powołał i uświęcił, mógł pełen pokory w 30-lecie twych kapłańskich święceń powiedzieć do Boga Ojca, podobne słowa.

Patrz na swoich wiernych takim samym spojrzeniem jak Jezus. Ucz się tu w tej parafii, która ci została powierzona przez twego biskupa, od waszej Patronki, tej umiejętności po

cieszania oraz umacniania sióstr i braci. Podnoś na duchu każdego, a szczególnie tych,

którzy dokonali fałszywych połączeń w swych życiowych decyzjach, aby nie tracili nadziei. Mów im, że to nie jest bez znaczenia, że właśnie ta cecha, właściwość, Bożej Matki jest w sposób szczególny przywoływana w tej wspólnocie parafialnej w której oni zostali ochrzczeni, przystępują do świętych sakramentów i tu się starają uświęcać, pomimo swych słabości.

Matko Pocieszenia, przychodzę do Ciebie z ufnością i błagam o Twoje pokrzepienie, o rozbudzenie we mnie nadziei, o pewność w tych moich decyzjach i rozmaitych życiowych połączeniach, że gdy one są zgodne z wolą Boga Ojca, to staną się błogosławieństwem dla mnie oraz dla innych na teraz i na wieczność. Okaz się nam Matką i nie wypuszczaj nas z Twej opieki. Amen.